Nie masz jeszcze konta? Załóż teraz!
MROCZNY MELVILLE (film)
MROCZNY MELVILLE
Kino Studyjne „Chatka Żaka” • ACK UMCS (Lublin)
Retrospektywny przegląd filmów Jean-Pierre Melville’a
23-24.11 - 2,9.12.2009
Jean Pierre Melville
Melville jest dziś – zupełnie niesłusznie – reżyserem nieco zapomnianym, choć nadal cieszącym się wielkim poważaniem wśród koneserów i ludzi kina, których zainspirował (m.in. Jim Jarmusch, Martin Scorsese, Quentin Tarantino). Klasykiem kina zdążył stać się jeszcze za życia, zarówno dzięki dokonaniom filmowym, jak i nieprzeciętnej osobowości. Był nazywany autsajderem, poetą podziemia, Amerykaninem w Paryżu, a nawet ojcem Nowej Fali, której przedstawicieli darzył przyjaźnią, by później gwałtownie się z nimi skłócić. Faktycznie – stał się nieśmiertelny.
Pozostawił po sobie jeden krótkometrażowy dokument, trzynaście filmów fabularnych powstałych w czasie trwającej dwadzieścia siedem lat kariery (1945–1972) oraz legendę, opartą między innymi na starannie budowanym image’u. Melville został zapamiętany jako indywidualista i samotnik, w rozmowie błyskotliwy erudyta nasycający opowieści ciętym dowcipem i przenikliwymi uwagami, ale przede wszystkim jako znawca i miłośnik kina. Wizerunek i styl życia, którymi zasłynął, inspirowane były – podobnie jak jego twórczość – amerykańskimi filmami. Tak jak bohaterowie czarnych kryminałów, które lubił ponad wszystko inne, reżyser nosił charakterystyczny, amerykanofilski strój: kapelusz borsalino, czarne okulary, trencz, jeździł wielkim amerykańskim samochodem. Również jego nazwisko było hołdem dla kultury Stanów Zjednoczonych. Urodzony 20 października 1917 jako Jean-Pierre Grumbach, w 1942 roku przyłączył się do francuskiego Ruchu Oporu. Przybrał nazwisko Melville, co było wyrazem uwielbienia dla autora „Moby Dicka”, pisarza, którego – obok Jacka Londona i Edgara Alana Poe – wymieniał jako ulubionego. Jednak, choć walka w szeregach Résistance wywarła na reżyserze niezatarte piętno – tematyce wojennej poświęcił trzy filmy – najważniejsze było dla niego kino.
Jako twórca, Melville kojarzony jest z przenoszeniem na grunt europejski reguł kina gangsterskiego i film noir, czyli gatunków i tendencji bardzo amerykańskich. „Bob szuler” („Bob le flambeur”, 1955), „Dwóch ludzi na Manhattanie” („Deux hommes dans Manhattan”, 1959), „Kapuś” („Le Doulos”, 1963), „Drugi oddech” („Le Deuxième souffle”, 1966), a zwłaszcza tzw. trylogia Delona: „Samuraj” („Le Samouraï”, 1967), „W kręgu zła” („Le Cercle rouge”, 1970) i „Glina” („Un flic”, 1972), to doskonałe połączenie ikonografii amerykańskich filmów z francuskim stylem, z reżyserskim i artystycznym touch. Właśnie dzięki tym dziełom Melville w znaczący sposób zapisał się w historii kina. Jest on jednak również autorem tzw. trylogii wojennej: „Milczenie morza” („Le Silence de la mer”, 1947–49), „Leon Morin, ksiądz” („Léon Morin, prêtre”, 1961) i „Armia cieni” („L'Armée des ombres”, 1969), Tym, co łączy tak różne dzieła, jest piętno osobowości artysty i dlatego, pomimo różnic gatunkowych, są one spójne zarówno w warstwie wizualnej, jak i myślowej.
(Patrycja Włodek, Stać się nieśmiertelnym i umrzeć)
Bob szuler
Bob le flambeur
Francja 1956, 98’
obsada: Roger Duchesne (Robert „Bob” Montagné), Isabelle Corey (Anne), Daniel Cauchy (Paolo), André Garet (Roger), Gérard Buhr (Marc), Guy Decomble (komisarz Ledru), Claude Cerval (krupier Jean), Simone Paris (Yvonne), René Havard (inspektor Morin)
Montmartre, lata 30. XX wieku. 50-letni Bob Montagné w dzień śpi, a w nocy włóczy się po knajpach i szulerniach. Jego ustatkowane życie nałogowego gracza zaczyna się komplikować, gdy stary przyjaciel namówi go do skoku na kasyno... „Flambeur” z oryginalnego tytułu filmu to gracz, którego interesują tylko duże stawki.
„Bob szuler” przypomina swym stylem intymny dziennik, autor opowiada o tym, co znał i kochał, a co bezpowrotnie zniknęło. Nie identyfikuje się z Bobem, ale człowiek, którego świat odchodzi w zapomnienie, starszy człowiek przeciwstawiony młodej parze, jest mu bliski. Całość rozgrywa się równocześnie na dwu płaszczyznach: akcji oraz nostalgicznej zadumy nad przeszłością. (...) W filmie „Bob szuler” możemy zaobserwować znamienny rys poetyki Melville’a: zamiłowanie do gry detalem, przywiązywanie szczególnej wagi do funkcjonalności przedmiotów. Unika jednakże znaczącego ich eksponowania, charakterystycznego na przykład dla stylu Hitchcocka. Nigdy nie daje zbliżeń przedmiotów i z zasady nie eksponuje ich na pierwszym planie. Film zwracał uwagę przede wszystkim świetną reżyserią, nadzwyczaj sprawną i inteligentną. Urzekał akcentami prawdy i szczerości. Złożyła się na to nie tylko dobra rekonstrukcja realiów, trafne wykorzystanie malowniczej scenerii i wieczorów na Pigalle, ale także trafność psychologiczna sytuacji, uczuć i zachowań ludzkich. (...)
(Alicja Helman, „Film gangsterski”, Warszawa 1990)
Kapuś
Le Doulos
Francja 1963, 108’
obsada: Jean-Paul Belmondo (Silien), Serge Reggiani (Maurice Faugel), Philippe Nahon (Remy), Jean Desailly (nadinspektor Clain), René Lefèvre (Gilbert Varnove), Marcel Cuvelier (inspektor policji), Fabienne Dali (Fabienne), Monique Hennessy (Therese)
Maurice i Remy przygotowują skok. Silien, który dotąd im pomagał, w godzinie włamania informuje o akcji policję. Rozkręca się krwawa spirala kłamstw i zemsty. Melville opatrzył swój film mottem z „Podróży do kresu nocy” Céline’a: „Trzeba wybierać, umrzeć albo kłamać”.
W żargonie „doulos”, będące tytułem filmu, znaczy po prostu „kapelusz”, ale ma też drugie znaczenie (zwłaszcza dla policjantów i ludzi z marginesu). Jest to nazwa dawana cichym donosicielom. „Doulos” nie jest jednak zwykłym „kapusiem”, przysługuje mu status specjalny: prowadzi życie nader niebezpieczne i zazwyczaj szybko ginie gwałtowną śmiercią.
Silien żyje w świecie kłamstwa i sam znakomicie potrafi posługiwać się tą bronią. Zaprzyjaźniony zarówno z policjantem, jak i z przestępcą, równie dobrze donosi jednemu, jak i oddaje przyjacielskie przysługi drugiemu. Pokazując swojego bohatera w klimacie narastających, ale wciąż prawdopodobnych kłamstw, Melville zachowuje pewną jego tajemniczość, nie demaskuje go do końca. (...) „Kapuś” został uznany przez krytyków za film nadzwyczaj interesujący, choć wyrazili oni wątpliwość, czy widzowie zrozumieją wszystkie subtelności przedstawionej im podwójnej gry. Film przedstawia problemy w sposób świadomie zawikłany, pewne niuanse akcji i motywy działania postaci pozostają do końca niewyjaśnione. Podkreślano prawdę psychologiczną utworu i znakomite aktorstwo, a także precyzyjne przestrzeganie reguł gatunku. Cała krytyka jednogłośnie zwróciła uwagę na „amerykańską fakturę” dzieła, w którym zaznaczyły się wpływy przede wszystkim takich twórców, jak Huston, Aldrich i Fuller. (...) „Amerykanofilia” Melville’a nie umniejszyła w niczym indywidualnego charakteru jego osiągnięć w gatunku, w którym przodowali zawsze twórcy zza oceanu.
(Alicja Helman, „Film gangsterski”, Warszawa 1990)
Armia cieni
L’Armée des ombres
Francja 1969, 136’
obsada: Lino Ventura (Philippe Gerbier), Paul Meurisse (Luc Jardie), Jean-Pierre Cassel (Jean François Jardie), Simone Signoret (Mathilde), Claude Mann (Claude „Le Masque” Ullmann), Paul Crauchet (Felix Lepercq), Christian Barier (Guillaume „Le Bison” Vermersch)
Akcja rozgrywa się we Francji pod nazistowską okupacją. Philippe Gerbier, członek Ruchu Oporu, zostaje zdradzony i wydany nazistom. Po ucieczce z internowania powraca do Marsylii, gdzie stara się doprowadzić do egzekucji zdrajcy. Film bardzo szczegółowo opisuje surowe życie codzienne członków francuskiego Ruchu Oporu: samotność, strach, aresztowania. O realizmie świadczy również fakt, że zarówno twórca literackiego pierwowzoru Joseph Kessel, jak i reżyser filmu należeli do „armii cieni”. To przejmujący dramat z wielką rolą Lino Ventury, zapewne najbardziej osobiste spełnienie reżysera.
„Armia cieni” jest bodaj najdojrzalszym, a z pewnością najbardziej gorzkim filmem wojennym Melville’a, jednym z ostatnich, jakie w ogóle nakręcił. (...) Sam przyznał: „W tym filmie po raz pierwszy pokazuję rzeczy, które znam i których doświadczyłem”. „Armia cieni” jest adaptacją powieści Josepha Kassela. Melville przeczytał ją po raz pierwszy w 1943 roku w Londynie i od tamtego czasu marzył o jej zekranizowaniu. Udało mu się dopiero po 25 latach. Ze względu na posiłkowanie się materiałem literackim Melville zapewne nie włączył do akcji zbyt wielu konkretnych, zapamiętanych przez siebie wydarzeń. Mimo to nie ulega wątpliwości, że wiedział, jak oddać ducha tamtych czasów i jak w sposób najlepszy, choć oczywiście odbiegający od standardowej produkcji, oddać hołd żołnierzom Ruchu Oporu. (...) Melville’ovi udało się tu połączyć prywatną perspektywę partyzantów, osobisty dramat każdego z nich z wielką traumą wojenną całego narodu, obejmującą także zderzenie heroicznej, triumfalnej legendy Ruchu Oporu z bohaterską, ale niełatwą i okrutną prawdą.
(Patrycja Włodek, „Trauma wojenna w filmach Melville’a”, „Kwartalnik Filmowy” 61/2008)
W kręgu zła
Le Cercle rouge
Francja/Włochy 1970, 140’
obsada: Alain Delon (Corey), Gian Maria Volontè (Vogel), Bourvil (komisarz Mattei), Yves Montand (Jansen), Paul Crauchet (paser), Paul Amiot (generalny inspektor policji), Pierre Collet (strażnik więzienny), André Ekyan (Rico), François Périer (Santi)
Motto kryminalnego filmu jest wyjęte z pism hinduskiego filozofa Ramakriszny: „W określonym dniu i godzinie nieznani sobie ludzie – cokolwiek by dotąd robili – spotkają się wewnątrz czerwonego kręgu nakreślonego przez Buddę, aby w nim żyć lub umrzeć”. Stąd oryginalny tytuł filmu: „Le Cercle rouge” – czerwony krąg.
Corey po wyjściu na wolność załatwia porachunki z gangiem; Vogel, wymykając się policji, kryje się w bagażniku jego samochodu. Zetknie ich ze sobą przeznaczenie, połączy wspólny cel: napad na sklep jubilerski przy paryskim placu Vendome. Zaryzykują spółkę z byłym policjantem Jansenem, gdyż tylko on umie uporać się ze skomplikowanym systemem alarmowym. Melville raz jeszcze nawiązał do poetyki amerykańskiego filmu gangsterskiego. Przymglony, szaroniebieski pejzaż wielkiego miasta, ograniczony do minimum dialog, atmosfera przypominająca senne rojenia służą tu wyeksponowaniu tematu honoru, zdrady, zbrodni i przeznaczenia, ujętego w ramy dramatu, w którym nie ma ludzi bez winy. Krytyka i tym razem nie kryła podziwu dla precyzyjnej inscenizacji i wyczucia formy. (Wacław Świeżyński, „Gazeta Wyborcza” 27.06.2006)
| 23.11. poniedziałek | 18.00 | BOB SZULER reż. Jean-Pierre Melville, Francja 1956 (98 min) |
| 24.11. wtorek | 18.00 | KAPUŚ reż. Jean-Pierre Melville, Francja 1963 (108 min) |
| 2.12. środa | 17.30 | ARMIA CIENI reż. Jean-Pierre Melville, Francja/Włochy 1969 (140 min) |
| 9.12. środa | 17.30 | W KRĘGU ZŁA reż. Jean-Pierre Melville, Francja/Włochy 1970 (140 min) |





